porzucony pies w bogatej okolicy

Porzucane na piasku. Kryzys w Dubaju uderza w bezbronne zwierzęta

Nagły wyjazd z kraju, pośpiech i brak odpowiedzialności – to mieszanka, która dla setek zwierząt domowych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich kończy się tragicznie. Ekspaci opuszczający Zatokę Perską masowo zostawiają swoich podopiecznych na ulicach i pod drzwiami przepełnionych azyli.

Sytuacja zwierząt w Dubaju i okolicznych emiratach staje się dramatyczna. Podczas gdy właściciele pakują walizki, by w obliczu zmieniającej się sytuacji życiowej wrócić do swoich ojczyzn, ich psy i koty stają się zbędnym balastem. Skala zjawiska jest bezprecedensowa, a lokalne ośrodki pomocy pękają w szwach.

„Dostaję 27 próśb dziennie” – relacja z pierwszej linii frontu

Anso Stander, pochodząca z RPA założycielka azylu Six Hounds w Al Ain, nie kryje przerażenia tempem, w jakim przybywa porzuconych czworonogów. W rozmowach z dziennikarzami przyznaje, że bywają dni, gdy otrzymuje niemal 30 wiadomości z prośbą o natychmiastowe przyjęcie zwierząt.

Często nie są to prośby, lecz zawoalowane ultimatum. Właściciele „uprzejmie i dyskretnie” informują, że jeśli azyl nie przejmie ich pupili, zostaną one po prostu na ulicy. Rekordziści próbują oddać pod opiekę fundacji nawet 20 kotów naraz, tłumacząc to nagłym wyjazdem z kraju.

Dramaty ukryte w pudełkach

Za suchymi liczbami kryją się drastyczne historie. Pod bramami ośrodka Anso Stander regularnie znajduje porzucone zwierzęta. Jednym z najbardziej poruszających przykładów był transporter z czterema kociętami i ich matką. Dołączono do niego list napisany łamanym angielskim, w którym autor tłumaczył, że wraca do ojczyzny, a ponieważ nikt nie odbierał telefonu, zdecydował się zostawić rodzinę kotów pod bramą.

Niestety, nie wszystkie zwierzęta mają tyle „szczęścia”. Los wielu z nich jest znacznie brutalniejszy. Psy bywają wywożone na tereny przygraniczne między ZEA a Omanem. Zwierzęta domowe, nieprzyzwyczajone do ekstremalnych warunków panujących w regionie, bez opieki człowieka mają nikłe szanse na przetrwanie.

Systemowe wyzwania i apel o pomoc

Eksperci podkreślają, że panika jest nieuzasadniona, a rządy lokalne starają się trzymać sytuację pod kontrolą. Jednak to na barkach organizacji pozarządowych i prywatnych azyli spoczywa ciężar realnej pomocy.

Stander zaznacza, że zwierzęta cierpią w ciszy, a fundacje nie są w stanie działać bez zewnętrznego wsparcia. Potrzebne są fundusze na budowę nowych wybiegów, boksów dla psów, a także na opłacenie opieki weterynaryjnej i karmy. Bez zaangażowania sponsorów, walka o życie porzuconych pupili ekspatów będzie z góry przegrana.

„To samolubne i bezduszne. Nie ma absolutnie żadnego powodu do paniki” – kwituje postawę właścicieli Anso Stander.