Suczka Valerie odnaleziona w dziczy

Suczka Velerie odnalazła się 529 dniach w dziczy

Zaginięcie miniaturowej jamniczki Valerie w australijskiej dziczy poruszyło serca miłośników zwierząt na całym globie. Po niewiarygodnych 529 dniach samotnej walki o przetrwanie na Wyspie Kangura, mała suczka została w końcu bezpiecznie schwytana. Informacja o jej odnalezieniu, podana przez organizację Kangala Wildlife Rescue, wywołała falę radości i ulgi w internecie.

Historia Valerie rozpoczęła się w listopadzie 2023 roku. Podczas wakacyjnego kempingu ze swoimi właścicielami, Joshem Fishlockiem i Georgią Gardner, ważąca niespełna 4 kilogramy jamniczka wydostała się z kojca. Spłoszona przez obcych, którzy próbowali ją złapać, uciekła w gęste zarośla wyspy, słynącej z dzikiej przyrody. Mimo wielodniowych poszukiwań, psa nie udało się odnaleźć. Właściciele, zrozpaczeni, musieli wrócić na kontynent bez ukochanego pupila, a wielu obserwatorów zakładało, że mała Valerie nie miała szans w starciu z drapieżnikami, takimi jak warany czy węże, licznie zamieszkującymi wyspę.

Nadzieja i determinacja

Jednak po około roku od zaginięcia, zaczęły pojawiać się regularne doniesienia o małym psie z charakterystyczną różową obrożą, widywanym w promieniu kilkunastu kilometrów od miejsca zaginięcia. Nagrania potwierdziły – to była Valerie! Suczka przetrwała, ale była skrajnie nieufna i unikała ludzi. Wtedy do akcji wkroczyli wolontariusze z organizacji non-profit Kangala Wildlife Rescue, powołanej do życia po tragicznych pożarach buszu w 2020 roku. Rozpoczęła się skomplikowana i zakrojona na szeroką skalę misja ratunkowa.

Poszukiwania były niezwykle trudne. Jak relacjonują ratownicy, musieli konkurować o przynętę z setkami dzikich zwierząt – kangurami, walabiami, oposami, a nawet zdziczały kotami. Rozstawiono dziesiątki kamer monitorujących i specjalnych pułapek, wykorzystano nowoczesne technologie, w tym system Starlink, gdy zawiodły kamery 4G. Jednak decydującym elementem okazał się niezwykle prosty, choć niekonwencjonalny pomysł. Wykorzystano T-shirt noszony przez właściciela Valerie przez 12 godzin. Koszulkę pocięto na paski, tworząc ścieżkę zapachową prowadzącą do specjalnie przygotowanej klatki-pułapki. Co więcej, jedna z ratowniczek, Lisa Karran, czekała w środku, również mając na sobie fragmenty tej „pachnącej domem” koszulki. To właśnie ten znajomy zapach ostatecznie przekonał miniaturową jamniczkę Valerie do przełamania strachu.

Szczęśliwy finał

Po wejściu do klatki i zamknięciu bramki, Valerie początkowo była zdezorientowana, ale po chwili uspokoiła się i – jak opowiadają ratownicy – sama weszła do transportera przypominającego jej własne legowisko, po czym zasnęła.

Schwytanie Valerie to owoc ogromnego wysiłku – ponad 1000 godzin pracy wolontariuszy i przejechania ponad 5000 kilometrów ich prywatnymi samochodami.

Co dalej?

Valerie jest obecnie pod opieką ratowników, „dochodzi do siebie” po długiej i wyczerpującej przygodzie. Jest w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Wkrótce ma zostać zwrócona swoim właścicielom, by rozpocząć nowe, znacznie spokojniejsze życie na kontynencie. Historia jej przetrwania i determinacji ludzi, którzy nie ustawali w poszukiwaniach, pozostanie inspirującym przykładem niezwykłej więzi między człowiekiem a zwierzęciem.